‘Spark of the underground’ Olga Drenda writes about Benicewicz on T-Mobile Music website

http://www.t-mobile-music.pl/opinie/recenzje/recenzja-iskierka-z-undergroundu,8148.html

 Jedna z najładniejszych polskich płyt 2012 roku. Tylko kto o niej usłyszy?

Ta płyta powstawała bardzo, bardzo długo. Wojtek Benicewicz, człowiek-audiowizualna orkiestra, w międzyczasie pracował m.in. z Inire, The Embryonal Position, Christblood i funkcjonował trochę jako szara eminencja muzycznego undergroundu. Jego solowy album został wydany nakładem Requiem Records, wytwórni o niezłomnym charakterze, przypominającej zapomniane wydawnictwa polskiej nowej fali i postindustrialu oraz promującej mniej oczywiste, a często warte uwagi dokonania rodzimych artystów z kręgu szeroko pojętej elektroniki.

“Fujarki” to płyta liryczna, harmonijna, wychodząca z jednej strony z tradycji minimal music, z drugiej z doświadczeń ambientu i IDM, a jeszcze z innej – przypominająca o undergroundowym rodowodzie Benicewicza. To dlatego w takich utworach jak “Running Through the Clouds” czy “Spring”, w orkiestrowe pasaże wcina się dyskretnie coilowska, kwaśna, cyfrowa alchemia, a nad całością unosi się mistyczna mgiełka – ta sama, która przed laty nawiedzała płyty z Obuh Records. Jest tu tyle samo Steve’a Reicha i Michaela Nymana, co Boards Of Canada i Biosphere, z dodatkowym ukłonem w stronę elegijnego wcielenia wspomnianego już Coil, z okolic “Music to Play in the Dark”.

Praca nad “Fujarkami” trwała dziesięć lat i można wychwycić zręby tej muzyki, warstwy jej powstawania. Da się wyczuć wpływ nurtów, które przewinęły się w muzyce przez ten czas – IDM, post-rock, różnego rodzaju bajeczne -troniki z pierwszej połowy nowego tysiąclecia: folktronica, indietronica itp. Wówczas na takie dźwięki nieco narzekano, marudzono, że wata cukrowa, że tapeta – jednak okazuje się, że dostrzeżenie ich wagi wymagało po prostu nieco perspektywy i dziś można docenić je tak, jak docenia się niektóre propozycje spod znaku easy listening czy library music. Zresztą, jeśli to nawet propozycja IDM-owa, oparta jest na solidnych kompozytorskich podzespołach. Daleko jej do banalnego generatora emocji. Dla przykładu, “Follow the Rainbow”, łagodna, utopijna fantazja, przywodzi na myśl dalekie echa motoryki krautrocka. Subtelne repetycje “State 4” układają się powoli w misterną, katedralną konstrukcję, a niespiesznie snujące się melodyczne sploty “Werther” znienacka wybuchają beatami, nie tracąc przy tym gracji.

Ta płyta nie doczeka się zapewne nigdy należytego posłuchu, a powinna. Ponieważ jest o wiele przystępniejsza, niż większość niezależnych propozycji, mogłaby spodobać się słuchaczowi o popowej wrażliwości. Przy odrobinie szczęścia Benicewicz mógłby ścigać się z Jacaszkiem – póki co jednak jego album pozostaje satysfakcją dla tych, którzy czujnie nadstawiają uszu.

Benicewicz “Fujarki”, Requiem Records

Comments Are Closed